niedziela, 18 grudnia 2016

Małgorzta Szumska - TWARZE TAJFUNU, o poszukiwanie szczęścia na Filipinach

Pomaganie w dzisiejszych czasach stało się dość popularne, zwłaszcza gdy wiążę się ono z pomocą humanitarną w najdalszym zakątku świata. Branie udziału w tego typu akcjach ma zarówno dużą rzeszę zwolenników jak i przeciwników. Tak więc czy w ogóle warto angażować się, wyjeżdżać na drugi koniec świata i pomagać ludziom z zupełnie innej kultury i o innej mentalności? Takiego właśnie zadania podejmuje się autorka książki TWARZE TAJFUNU, która kierując się chęcią niesienia pomocy nawiązuje kontakt z organizacją humanitarną i wyjeżdża na Filipiny, które borykają się ze skutkami ogromnego tajfunu. Tutaj podejmując się kolejnych projektów mających doprowadzić do szybszego powrotu miejscowej ludności do życia sprzed katastrofy, poznaje niezwykłych ludzi, których życie opisuje w swojej książce. I tak poznajemy bezdomnego chłopca, który z własnego wyboru postanowił zamieszkać na ulicy, czy Filipinkę o imieniu Rose, która nie umiała właściwie skorzystać z pomocy oferowanej przez organizację. Książka jest przede wszystkim o Filipińczykach, o ich podejściu do życia. Ta niezwykłość podchodzenia do problemów i patrzenia z optymizmem w przyszłość jest dość obca w porównaniu do naszej polskiej mentalności, ale sama postawa autorki, również wyrywa się chyba z pewnego standardu. Oprócz tego, iż sama podejmuje inicjatywy w niesieniu dalszej pomocy nie tylko tej namacalnej, ale również duchowej, potrafi ona podejść dość krytycznie do pomocy, które są "oferowane" przez organizacje humanitarne. Oczywiście nie oznacza to, iż jest przeciwna udzielenia takiej pomocy, przecież sama była wolontariuszką jednej z nich. Pomimo swojego zaangażowania w projekt potrafiła dostrzec problem i obiektywnie ocenić czy, aby na pewno wszystkie działania, które podejmuje organizacje są właściwie. W książce czytamy wypowiedź jednej z Filipinek: "...Wózek [inwalidzki] dostałam w darze z jakiejś fundacji, ale nie mam jak go używać, od mojego domu do drogi jest za dużo kamieni, nie przejechałabym. To miło, że ktoś chciał mi pomóc, ale to nie było potrzebne. Wózek stoi tu nieużywany od miesięcy."
Pomimo tego, iż książka porusza temat dość poważny, przecież są w niej opisywane losy ludzi, którzy otarli się o śmierć, stracili pracę, domy i bliskich, to tak pozytywnej i mądrej książki w jednym, ciężko znaleźć. Mnie książka przede wszystkim nie tylko zaskoczyła podejściem miejscowej ludności do świata, co właśnie refleksje samej autorki. I takie trzeźwe podejście do tematu. Autorka pisze: "Niewłaściwie prowadzona pomoc humanitarna może się przyczynić do powstania patologii będących przyczyną cierpień ludności, dlatego tak trudne jest niesienie pomocy i tak łatwo wyrządzić tyle złego." Takich mądrych cytatów mogłabym przytoczyć dużo więcej. Książka jest idealna dla ludzi, którzy są zainteresowani niesieniem bezinteresownej pomocy, zwraca ona bowiem uwagę na jej newralgiczne punkty. 
Co to samych Filipińczyków, czasem denerwowało mnie ich bierne czekanie na pomoc i bezwstydne proszenie o pieniądze. Ale fakt, iż autorka potrafiła również opisać tą kwestie, pomimo Jej bez wątpienia uwielbienia do miejscowej ludności, świadczy o obiektywnym podejściu do tematu. Niemniej jednak pomimo poruszonych ważnych kwestii w książce i pisaniu o ludziach którzy stracili wszystko, książka jest pogodna i pełna optymizmu. Miejscami zabawna, ale także wzruszająca. No i "dręczące" mnie pytanie od samego początku książki, jak to jest, że Ci ludzie są tacy szczęśliwi, pomimo tego, że tak dużo doświadczyli i ucierpieli? W książce znajdziemy odpowiedź na to pytanie, a także poznamy barwne życie i otwartość Filipińczyków, które sprawią i sam czytelnik zechce udać na drugi koniec świata, aby poznświat ludzi o optymistycznym podejściu do życia, na którego przeszkodzie nie stoi żadnej tajfun. Ta książka bez wątpienia zasługuje na uwagę.
  •  wydawnictwo czarne 
  •  premiera 23 listopada 2016
  •  liczba stron 232

środa, 14 grudnia 2016

Sylwia Chutnik - SMUTEK CINKCIARZA

SMUTEK CINKCIARZA, to książka o PRL-lowskim półświatku. Tytułowym bohaterem książki jest Wiesiek - cinkciarz, zajmujący się za czasów "komuny" nielegalną wymianą walut. To on ze swojej perspektywy opisuje swoje życie od lat młodzieńczych aż po okres, w którym zakłada rodzinę a jego dzieci stają się dorosłymi ludźmi. Książka zabiera nas na ówczesne dancingi, poznajemy w niej namiastkę świata prostytutek i życia chyba trochę na krawędzi, opartym na kombinowaniu i wiecznym oglądaniu się za siebie. W książce tak naprawdę nie jest istotne to co doprowadziło do tego, iż bohater zajmował się szemranymi interesami, ale to, jakie miał on relacje z rodziną, a przede wszystkim z synem. No i oczywiście nie bez znaczenia jest tryb życia, jaki prowadził, związany przede wszystkim z nocnym życiem i alkoholem.
Książka jest w zasadzie podróżą do czasów PRL. Czy sentymentalną, dla mnie nie. Ukazuje ona tylko urywek tamtego życia, ale nie tego barwnego, o którym ludzie mówią z pewną tęsknotą. Oprócz barwnych dancingów, pełnych tańca, alkoholu i dymu papierosowego, książka bardziej opisuje mroczne życie, jakie prowadzili ludzie w tamtym okresie. Nielegalna wymiana walut, którą zajmował się bohater książki nie należała przecież do codzienności większości obywateli. Książka przedstawia dość ciekawą część komunistycznej rzeczywistości, niedostępnej dla każdego. Oparta jest na biografii tytułowego cinkciarza, który dość wiernie odzwierciedla życie, jakie prowadzili ludzie podobnego fachu. Tryb życia praktykowany przez Wieśka nie zakończył się dla niego najlepiej. Co było tego przyczyną, czy środowisko w którym się obracał ?, a może rodzina pazernie patrząca na nielegalnie zarobione pieniądze ? 
Sięgając po książkę SMUTEK CINKCIARZA w zasadzie nie przeczytałam żadnej recenzji na jej temat i nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego o czym ona jest. Dotarła do mnie jednak informacja, iż książka zawiera wątek kryminalny związany z popełnieniem morderstwa. Początkowo podczas czytania książki towarzyszyło mi trochę takie uczucie, "kiedy ona w końcu się zacznie", pomimo tego, iż byłam już na 50 stronie. Nie oznacza to, iż jest ona nudna. Byłam skupiona przede wszystkim na tym morderstwie, które ma zostać popełnione. Bo trzeba przecież jeszcze znaleźć morderca, a książka się już kończy, a tu dalej wszyscy żyją. No właśnie książka nie do końca jest o tym, choć rzeczywiście morderstwo rzeczywiście zostaje w końcu popełnione.  Po przeczytaniu całości uważam, iż jest to ciekawa pozycji o półswiatku w okresie komunizmu i jeśli ktoś ma ochotę na "obyczajową" historię z mrocznego PRL to książka jest idealna. 

  •  wydawnictwo od deski do deski
  •  premiera 26 października 2016
  •  liczba stron 219



 

sobota, 10 grudnia 2016

Kuba Ćwiek - PRZEZ STANY popŚWIADOMOŚCI

Kolejną książkę, którą chciałam Wam przedstawić, zabiera  w podróż po Stanach Zjednoczonych Ameryki. Ale nie do typowych obiektów turystycznych, lecz kultowych miejsc popkultury. I tak Kuba Ćwiek zbiera grupę znajomych, z którymi wybrał się w niezapomnianą przygodę. Ekipa udaje się do miejsc, w których nagrywane były znane niemal na całym świecie sceny filmowe i serialowe. Istotnym członkiem grupy jest ojciec, głównego inicjatora wycieczki, który choć z pozoru do niej nie pasuje  odgrywa w czasie podróży dość istotną rolę, podczas której spełnia także jedno ze swoich marzeń. Właściwie niemal każdy członek wyprawy jest fanem jednego z miejsc, do którego się udają. Wtedy jak przystało na prawdziwych fanów, z dorosłych i rozsądnych ludzi zamieniają się w dzieci, którym szczęka opada z wrażenia. Bo czyż można zachować spokój, gdy człowiek znajduje się w tajnym biurze Stephana Kinga i może spocząć na fotelu pisarza, na którym on sam niedawno siedział? Cała książka wzbogacona jest zabawnymi anegdotami opowiadanymi przez autora. Relacja z próby kupienia córce sukienki z bajki Kraina lodu nie dość, że pokazuje co ojciec jest w stanie zrobić, aby zdobyć wymarzoną sukienkę dla córki, którą potem ta założy parę razy, ale także, jak w USA wielką rolę odrywają popularne filmy również te dla dzieci, które czasem wywołują w człowieku pierwotne instynkty i traci się chwilowo głowę, po to aby za chwilę się otrząsnąć i wrócić ze zdobyczą do domu.
W książce nie ma, szybkich zwrotów akcji. Narracja prowadzona przez autora jest dość wyważona, ale nie nudna. Istotną rolę w książce odgrywa język, którym posługuje się grupa. Mam tu na myśli wulgaryzmy, do których w pewnym momencie odnosi się sam autor. Moim zdaniem nie przeszkadzają one w odbiorze książki, a właściwie oddają sedno sytuacji, w których znalazła się dość nietypowa ekipa. Należy też przyznać, iż autor  szczegółowo opisuje całą podróż jak również wszystkie przygotowania do niej. Tutaj niestety czasami wdaje się w zbyt dużo szczegółów nieistotnych dla całej książki, co powoduje, że  czyta się ją początkowo dość ciężko. Książka robi się interesująca, jak  całe towarzystwo znajduje się już w Stanach Zjednoczonych i zaczyna odwiedzać kolejne kultowe miejsca. I tak oprócz wspomnianego już tajnego biura Stephana Kinga, wycieczka biega po schodach Rocky'ego w Filadelfii, czy udaje się do miejsca, gdzie były lub są nadal kręcone znane na całym świecie amerykańskie serialne, takie jak The Walking Dead czy Czysta Krew. Książka jest też sentymentalna, przede wszystkim wtedy, gdy grupa odwiedza miejsca starszych produkcji filmowych, popularnych w latach 80-tych czy 90-tych. Generalnie książka zabiera czytelnika w Powrót do przeszłości, choć akurat do miejsca, gdzie ten film był kręcony grupa się nie udaje. Książka wypełniona jest  ciekawymi i zabawnymi opowiadaniami z podróży, jak i wątkami pobocznymi opowiadanymi przez autora. Pozycja jest warta uwagi, przede wszystkim dla osób, którym popkultura lat 80-tych i 90-tych nie jest obca. Są oczywiście odniesienia również do bardziej współczesnych produkcji, ale ten sentyment jednak robi wrażenie.

  •  wydawnictwo SQN
  •  premiera 9 listopada 2016
  •  liczba stron 412 + bardzo duża liczba zdjęć