poniedziałek, 23 stycznia 2017

s. Małgorzata Chmielewska - DOBRO JAKO CHOROBA ZAKAŹNA

Tym razem książka trochę inna niż wszystkie dotychczas. A mianowicie zdecydowałam się sięgnąć po literaturę z trochę większym przesłaniem. Niech Was nie zmyli fakt, iż książka, a właściwie pamiętnik, napisany przez s. Małgorzatę Chmielewską, jest  wykładem na temat wiary. Oczywiście są w niej odniesienia do wiary w Boga i wartości chrześcijańskich, ale to raczej nikogo nie powinno dziwić. Najważniejsze jednak w tej pozycji jest przesłanie, jakie autorka chce przekazać czytelnikowi, wiernym, niewierzącym, bezdomnym, ludziom sukcesu. Chodzi tu przede wszystkim o czynienie dobra. Przybliżając postać s. Małgorzaty Chmielewskiej chcę wspomnieć, iż jest ona przełożoną wspólnoty "Chleb życia", prowadzi noclegownie, schroniska dla bezdomnych, służy także pomocą ubogim, chorym oraz samotnym matkom. W swojej książce s. Małgorzata sporządziła właśnie zapiski ze swojego życia codziennego, opartego na bezinteresownym niesieniu pomocy innym, która jak się okazuje nie jest taka łatwa. Aby prowadzić, jaka sama mówi ten "bieda-biznes", musi wykazać się dużą cierpliwością, umiejętnościami organizatorskimi i oczywiście stawić czoła wszelkiej biurokracji, która wydawać by się mogło tylko czyha ma potknięcia. W książce autorka wielokrotnie odnosi się to absurdów polskiej i europejskiej biurokracji  i wytyka ich zupełny brak zrozumienia dla ludzi biednych. Książka naprawdę jest mądra, oczywiście osób niegłębokiej wiary, odniesienia do Boga i kościoła mogą trochę męczyć, ale uważam też nie na tyle, aby było to główną przeszkodą, aby nie sięgnąć po książkę. Siostra przywołuje wiele swoich przemyśleń, takich prawd życiowych,  z których można się wiele nauczyć i takich co to niby wszyscy o nich wiedzą, a jakoś nikt nie stosuje. Jest ona skarbnicą wiedzy stosunków międzyludzkich i drogowskazem do czynienia dobra. Na koniec mały cytat z książki na zachętę: "...władza warszawska pragnie zlikwidować tych wstrętnych bezdomnych (...) Więc wymyśliła, żeby organizacje przyjmowały do swoich schronisk bezdomnych tylko ze skierowaniem. Od władzy rzecz jasna. Wyobraźcie sobie kochani: do naszego schroniska przyczołguje się wieczorem zamarznięta, bezdomna kobieta, chora psychicznie. A ja otwieram drzwi i pytam: skierowanie pani ma? Nie? To sorry, ale proszę najpierw pójść po skierowanie do pomocy społecznej. A gdzie będę spała? Sorry, znowu, ale co mnie to obchodzi? Bez skierowania pani nie ma wstępu. A tam: dowód proszę, PESEL.... Nie ma pani, cóż, trzeba najpierw wyrobić dowód...."

  •  wydawnictwo w drodze
  •  premiera  2016
  •  liczba stron 270